Niedobrze o Bali w 10-ciu punktach | all together
20791
single,single-post,postid-20791,single-format-standard,ajax_fade,page_not_loaded,,vertical_menu_enabled,select-theme-ver-2.8.1,wpb-js-composer js-comp-ver-4.7.4,vc_responsive
plaża na bali

Niedobrze o Bali w 10-ciu punktach

Dlaczego balijski raj to tak na prawdę utopia? Jeśli przyjeżdżasz tu na dwa lub trzy tygodnie raczej nie doświadczysz tego, z czym wizyta na Bali wiązać się może. Posiedzisz w pięknym hotelu, kierowca zawiezie cię na wycieczkę klimatyzowanym samochodem, nie zabłądzisz, nie obsra cię gekon. My jesteśmy już prawdziwymi weteranami trudnych sytuacji i nieszczęśliwych wypadków. Oto nasze 10 obserwacji.

 

1. Nie jesteś w stanie przygotować się na wszystko. Nie dasz rady wziąć antybiotyków  na wszelkie dolegliwości, choć my nauczyliśmy się, że bardzo tu łatwo o infekcję oka, opryszczkę i zapalenie ucha. To ostatnie jest tu najbardziej popularne i spotkaliśmy innych turystów z tą samą chorobą podczas snorkellingu na północy. Dlatego, jeśli chcesz uniknąć stresu związanego z poszukiwaniem angielskojęzycznego lekarza na Bali i nie chcesz wydać na to pół miliona, weź ze sobą z Polski krople do ucha i najlepiej też na wszelki wypadek do oka (u nas oko chore było po podróży samolotem i winimy za to klimatyzację w samolocie). Każdy lekarz rodzinny powinien z tym pomóc, jeśli mu się powie, że jedziemy w tropiki.

 

2. Na Bali trzeba dużo pić. Wszyscy powtarzają to do znudzenia ale my przekonaliśmy się, że jest to niełatwe do zrealizowania. Na Bali trudno o dużą szklankę. Wszędzie są natomiast takie po 150ml, i dlatego jeśli wypijesz takie dwie to wydaje ci się, że spełniłeś swój obowiązek, a tu guzik. Woda w butelkach plastikowych jest dostępna powszechnie, ale szybko się nagrzewa w samochodzie czy na ulicy i nikt nie ma ochoty pić takiej ciepłej lury o smaku plastiku. Niestety jeszcze nie znaleźliśmy rozwiązania tego problemu. Bidony można tu kupić ale też są plastikowe i kiepskiej jakości. Dlatego najlepiej po prostu pić wodę ze szklanej szklanki z dzbanka i nie zapominać o tym, że trzeba ich wypić 3-4 razy więcej niż w polski upał. Tu ciało błyskawicznie traci wodę, jest cały czas mokre, niezależnie czy właśnie wyszliśmy spod prysznica, czy nie. Ja przypłaciłam odwodnienie ciężką 72 godzinną migreną, która dopiero teraz zaczęła słabnąć i daje mi żyć bez leków.

 

3. Poza wodą i ciągłym piciem na Bali trzeba też regularnie jeść. Z pewnością na początku nikt nie ma ochoty na smażony ryż z tłustym sosem z tempeh i omletem od samego rana. Ale niestety trzeba. Życie w upale kosztuje nas dużo energii i zanim się obejrzymy bez dużego śniadania, lunchu i kolacji będziemy leżeć bez życia jak wyrzucona z morza plastikowa torebka.

 

4. Kawa z cukrem jest na Bali okropna. Nie ma tu tradycji ekspresu do kawy i pije się po turecku: łyżka kawy, łyżka cukru. Jak poprosisz, żeby była bez cukru “tidak gula” to z niedowierzaniem pokręcą głową i i tak ci posłodzą dla twojego własnego dobra. Kawa jest tu mielona na pył i praktycznie nie zostają fusy na dnie.  Jest jednak niezbędna do przeżycia upalnego dnia, jeśli nie planujesz iść o 12 w południe spać choć nie jest to zawsze głupi pomysł. Do kawy najlepiej pasuje aspiryna, szczególnie jak jesteś trochę przeciążony upałem.

 

5. Na Bali nie warto brać ze sobą ubrań. Jest tu tyle fajnych rzeczy na straganach, że szkoda ciągnąć ze sobą ciężkie walizki. Warto natomiast wziąć ze sobą puste torby na zakupy (rzeźby, tkaniny) i dużo prezentów dla dzieci i miejscowych ludzi, którzy są tak bardzo serdeczni i pomocni. Warto pamiętać, że na Bali nie kupi się łatwo kostiumu kąpielowego, Balijczycy kąpią się w ubraniach i poza kurortami, Ubud czy galeriami handlowymi w Denpasar kostium kąpielowy jest towarem dość trudno dostępnym.

 

6. Na Bali musisz się targować. Wszyscy myślą, że jesteś bogatym Amerykaninem i można cię łupić bez sumienia. Cenę wyjściową można spokojnie przepołowić, choć jeśli mam być szczera to można zacząć od 70% ceny wyjściowej. Rzeczy kupowanej nie należy brać do ręki, udawać obojętność, krzywić się i odchodzić kilka razy z wyrazem oburzenia na twarzy. Zupełnie nam to nie było w smak, bo przecież ceny i tak są stosunkowo niskie, ale skoro i tak na nich ktoś zarabia to czemu nie? Nie bądźmy frajerami. Dobre targowanie to prawdziwa sztuka i ceremonia, bez tego obrażamy sprzedawcę.

 

7. Zatrucia pokarmowe. Tego udało nam się uniknąć, myślimy, że to zasługa małych jogurtów z bakteriami firmy Yakult, które ozwoliły nam się uodpornić na miejscową florę i na razie obyło się bez poważnych zatruć. Warto natomiast pamiętać o komarach. Są i gryzą, pomaga na nie mocny wentylator, siatka nad łóżkiem i preparaty antykomarowe. Przetestowaliśmy już wszystko, wszystko to działa, ale i tak cię dopadną w chwili nieuwagi.

 

8. Śmieci i smród. Na Bali szczególnie wieczorem strasznie śmierdzi. Wszyscy palą swoje całodniowe zapasy worków foliowych, żółte jadowite mgły ciągną się wzdłuż drogi i maseczka na twarz nie pomaga na toksyczne opary. W naszej okolicy recycling jest tylko w Ubud, a nawyk palenia śmieci jest silny nawet wśród ludzi wykształconych i świadomych. Podróże szosą też nie są obojętne na nasz zmysł węchu. Skuterów jest dużo, a część z nich strasznie smrodzi. Nie tak sobie wyobrażasz raj.

 

9. Drogowskazy i GPS. Na Bali drogowskazy pojawiają się od święta. Google Maps zawodzi i w gruncie rzeczy nie działa. Sygnał internetowy jest słaby i trudno o zasięg w miejscach nieoczywistych. Mapy dobrej nie znaleźliśmy w księgarni. Trzeba się zdać na miejscowych, którzy myślą po balijsku i nie mówią po angielsku. Czyli prosto i w lewo oznacza czasami w lewo i w prawo. Powodzenia.

 

10. Ostatnie z naszych narzekań: komunikacja i brak struktur.  Nigdy nie możesz być na Bali pewnym, że dostaniesz w sklepie to czego potrzebujesz, na przykład wczoraj rano nigdzie nie było wody. Nikt nie umiał też odpowiedzieć kiedy będzie, wszyscy natomiast byli bardzo mili. Balijczyk zawsze się z tobą zgodzi, choćby nie miał pojęcia co do niego mówisz. Kupisz dwie torby owoców i wszystkie okazują się niezjadliwe, do wyrzucenia. To z pewnością uczy pokory, ale ileż można. Problem bycia człowiekiem z zachodu przekłada się też na to, że ciągle jesteś zagadywany w celach sprzedażowych. Small talk to tutaj to wymiana kilku starannie wyćwiczonych zdań: How are you? Where are you from? Oh, my sister lives in Polandia! I haven’t sold anything since yesterday, can you please buy, only one dollar? I tym samym, twój wymarzony spacer po plaży na rajskiej wyspie to w rzeczywistości opędzanie się od pragnących cię naciągnąć handlarzy.

2 Comments

  • Anna Eleonora

    22.11.2015 at 21:57 Reply

    “Chyba już czas wracać do domu…. “

    • Ola

      27.11.2015 at 09:51 Reply

      Następny wpis powinien być pt “Niedobrze o Polsce w 100 punktach” 😉

Post a Comment