Hej świecie! | all together
1
single,single-post,postid-1,single-format-standard,ajax_fade,page_not_loaded,,vertical_menu_enabled,vertical_menu_transparency,vertical_menu_transparency_on,select-theme-ver-2.8.1,wpb-js-composer js-comp-ver-4.7.4,vc_responsive
Lotnisko na Bali

Hej świecie!

Przed wyjściem z domu jest najtrudniej. Nikt nie lubi i nie pomaga się pakować. Rzeczy piętrzą się po całym domu w bezładnych kupach. Wciskam wszystko, według mnie rozsądnie, ale Florian mówi, że bez ładu i składu i kolejny raz przepakowuje plecaki. Dzieci nie pomagają. Olaf nie bierze nic, Łucja wszystkie duże zabawki, kredki, długopisy, stroje do przebrania, komiksy i biżuterię.

Pakujemy się łącznie w osiem toreb. Bierzemy za dużo, o wiele za dużo rzeczy, choć przecież selekcję przeprowadzałam sama kilka razy, nawet w ostatniej chwili wyciągając sweter Łucji, dwie koszulki z długim rękawem i trzy T-shirty.
Niech no tylko zamkną się za nami drzwi.

Na dworze zupełnie już zimowo, szyby trzeba skrobać, cienkie przeciwdeszczowe kurtki nie grzeją. Dzieci wrzeszczą, że zamarzają. Para z ust.
Lot mamy do Amsterdamu, tam już cieplej, późne lato. jesteśmy o cztery godziny przed lotem, ale okazuje się, że kolejka do check-in jest długa na dwie godziny stania. Wszyscy są głodni i źli.

W samolocie, zresztą ogromnym jest super. To nasz pierwszy transkontynentalny lot, pierwszy raz opuszczamy Europę. Super jest telewizja, kocyki, słuchawki, szczotki do zębów i maseczki na oczy. ciasno jednak jak w Ryanair, a fotele prawie się nie rozkładają. Lecimy 10km nad ziemią z prędkością ponad 900km/h, za oknem -42 stopnie, na ekraniku z mapą podróży samolot prawie się nie rusza. Na szczęście miłe panie przynoszą piwo i sok z guawy. Filmy są badziewne więc oglądam Grand Designs na BBC2. Dzieci pelne cukru i okropnych kreskówek zasypiają w przedziwnych pozycjach.

Przylot do Dżakarty jest jak zbawienie. Lotnisko zapyziałe, ale podoba nam się wszystko. Lot na Bali, to już pestka, nie udaje nam się nawet zobaczyć całego Madagaskaru II.

Bali jest jak sen. Powietrze i kolory, zapach kadzideł, temperatura. Ruch na ulicach, jak rzeka. Dojeżdżamy mocno skołowani z roztrzęsionymi rękoma, pełni obaw i śmiertelnie zmęczeni. Nie chcemy tego szybko powtórzyć!

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

 

1 Comment

  • JarJar

    30.10.2015 at 19:53 Reply

    wow ..tego nie czytałem wcześniej ..jak to możliwe ..?

Post a Comment